Tygodnik Zamojski  1/2019

Rozmowa z psychoterapeutą Tomaszem Teodorczykiem, współzałożycielem Fundacji Forum Kontrastów

Koniec starego i początek nowego roku wielu z nas wydaje się najlepszym momentem do podejmowania zmian. Czy noworoczne postanowienia rzeczywiście mogą mieć szczególną moc?

Nie, to tylko zawracanie głowy. To magiczne myślenie, chociażby z tego powodu, że podział na „stare” i „nowe” jest w tym wypadku sztuczny. 1 stycznia nie różni się niczym od 17 kwietnia. Przydajemy zmianie roku nadmierną wagę i pewną narrację magiczną. Możemy sobie marzyć czy wyobrażać różne rzeczy, ale doskonale wiemy, że postanowienia noworoczne prawie nigdy się nie spełniają.

 

Po co więc je podejmujemy?

Takie postanowienia są zawsze wyrazem naszych pragnień i tęsknot psychicznych. To ważne, byśmy wiedzieli, że one w nas są, ale też musimy zdawać sobie sprawę, skąd się biorą. A mogą być wynikiem bardziej rodzinno-kulturowo-społecznych uwarunkowań, mniej naszych głębokich pragnień. Jeśli w większym stopniu są wykreowane przez społeczeństwo i kulturę niż przez nas samych – czyli pochodzą z powierzchniowych warstw, mają małe zasilenie energetyczne. Są też postanowienia oparte na dążeniu do tego, co zabronione, czego nam nie wolno. Mamy różne fantazje na temat siebie i tego, co mogłoby się stać w najbliższym roku. Takie postanowienia są jednak blokowane przez strach i obawy przed konsekwencjami ich spełnienia. Trzecia warstwa, z której wynikają, chyba najrzadsza, to głębokie pragnienia, w większym stopniu związane z wewnętrznymi potrzebami, najbardziej „nasze”. Na co dzień jednak rzadko mamy z nią kontakt, jest objęta dużą nieświadomością.

 

Dlaczego tak trudno wytrwać w postanowieniach?

Bo są bardziej myśleniem życzeniowym, a nie prawdziwą, wewnętrzną decyzją, że w nowym roku naprawdę zrobimy wszystko, by pragnienia się spełniły. To bardziej oczekiwanie, że coś się zrobi samo, że świat nam coś da, że plamy na słońcu spowodują, że to coś się zadzieje w naszym życiu. I dlatego życzenie się nie spełni – bo będziemy czekali cały rok, aż coś się samo zrobi. Ale tak nie będzie. Raczej powinniśmy się zastanowić, dlaczego nasze życzenie dotąd się nie spełniło, jakie blokady są w nas i co naprawdę, realnie możemy zrobić, by stało się faktem – i to nie 1, 3 czy 5 stycznia, ale już teraz, dzisiaj.

 

Z badań opinii społecznej wynika, że połowa Polaków robi postanowienia noworoczne, przy czym 90 proc. gorąco w nie wierzy i zarazem 90 proc. ich nie spełnia. Ta sytuacja powtarza się co roku! Dlaczego niczego nas nie uczy?

W każdy człowieku cały czas, bez względu na wiek, jest część dziecka, które liczy na to, że gwiazdka spadnie z nieba, i które nie chce wiedzieć, że na tę gwiazdkę trzeba sobie solidnie zapracować. Stąd ogromne powodzenie myślenia życzeniowego i magicznego – łatwiej jest marzyć, że coś się zrobi samo, niż zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Bardzo niewiele osób dojrzało na tyle, by wiedzieć, że ta dziecięca część jest w nas i może być, ale poleganie na tym, że zmieni nasze życie, jest iluzją. Tak się nie stanie!

 

Ale samo postanowienie sobie czegoś jest pożądane! Przecież tysiące Polaków rzuciło palenie, bo tak sobie postanowiło. Jak się nastroić i jakie techniki zastosować, by wytrwać?

To tak naprawdę pytanie o to, w jaki sposób dokonuje się zmiana, w jaki sposób ludzie zmieniają siebie i swoje życie. A to bardzo skomplikowane. Z mojego punktu widzenia zmiany naprawdę istotne dokonują się dopiero wtedy, gdy człowiek staje pod ścianą. Owszem, wielu ludzi rzuca palenie, ale ogromnej większość najpierw to się wielokrotnie nie udaje. Zmiana zaczyna się wtedy, gdy człowiek jest do niej zmuszony, gdy jest postawiony w ekstremalnej sytuacji i nie ma szans na to, by utrzymać starą tożsamość. Z pewną przesadą można powiedzieć, że nikt sam z siebie chętnie się nie zmienia. Na ogół jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by przebywać w znanych, bezpiecznych, „obcykanych” obszarach. Oczywiście mówimy tu o naprawę dużych zmianach. Malutka zmiana to nie ból, bo nie narusza tożsamości człowieka.

 

Nie brzmi to zbyt optymistycznie. Czy nie warto walczyć ze sobą?

To realistyczne! Jesteśmy rządzeni nie najmądrzejszą propagandą sukcesu, która mówi, że człowiek wszystko może, że jest totalnym sprawcą wszystkiego. Słyszymy zewsząd: możesz być, kim zechcesz, możesz być kosmonautą albo prezydentem, jeśli tylko wystarczająco się postarasz. Ale to tak nie działa. To bajka! Sprawczość człowieka jest dużo mniejsza niż nam się wydaje. Nasza psychika tak łatwo się nie zmienia. Większa, ważniejsza zmiana rzadko dokonuje się tylko indywidualną pracą. Na ogół występuje jeszcze czynnik zewnętrzny, przy czym zmiana motywowana np. strachem też nie jest do końca korzystna, gdyż bywa krótkotrwała, a poza tym ma tendencje do przemieszczania się. Owszem, przestajemy np. palić, zablokowujemy w sobie jedno uzależnienie, ale w to miejsce pojawia się inne. Wiele osób tego doświadczyło.

 

Z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że polegniemy na noworocznych postanowieniach, a potem pomyślimy: znowu mi się nie udało, jestem do niczego. Jak sobie radzić z poczuciem porażki? 

Człowiek ma w sobie wiele mechanizmów obronnych, które pozwalają mu redukować takie nieprzyjemne doświadczenia. Jest np. scenariusz wyborcy. Tak jak nie pamiętajmy po wyborach o obietnicach wyborczych danej partii, tak zapomnimy o naszych postanowieniach. Zresztą wielu ludzi na wpół świadomie zdaje sobie sprawę, że to pic na wodę, rytuał, który należy traktować z przymrużeniem oka. Są jednak ludzie, którzy mają w sobie bardzo silnego krytyka – taką wewnętrzną postać, która stale wytyka wszystko, co im się nie udało. U takich ludzi każda nieudana próba czegokolwiek będzie wywoływała uczucie dyskomfortu. Tyle tylko, że silny krytyk wewnętrzny potrafi zatruć życie z o wiele błahszych powodów niż niedotrzymane postanowienie.

 

Rozmawiała Anna Rudy

Tomasz Teodorczyk – od 35 lat zajmuje się psychoterapią. Autor wielu artykułów o psychoterapii, psychologicznych baśni dla dorosłych „Jak umierają ptaki” (2014) i „Oświecenie dziobaków” ( 2015), książek „Mindell i Jung. Reedycje i inspiracje” (2016) oraz „Traktat o psychoterapii. IMAM” (2017).