(Radość urzeczywistnionych baśni – posłowie do „Baśni na ważne etapy życia”)

Doświadczony wędrowiec nie zostawia śladów.

„Istnienie nie jest faktem w sensie empirycznym tego słowa, jest możliwością, wyborem samego siebie. Człowiek, istniejąc, odkrywa, że jest odpowiedzialny za siebie, że nie jest tym czym jest, ale czymś <mającym być>” – pisał Karl Jaspers.

Jednak w tym momencie dla psychoterapeuty powstaje natychmiast ważne pytanie w jaki sposób człowiek ma odkrywać a następnie urzeczywistniać tę swoją potencjalność.

Odpowiedzi jest na tyle dużo, że przekracza to ramy tego krótkiego tekstu, jednak lokują się one zasadniczo na continuum, którego jeden biegun wyznacza ludzka wola a drugi odkrywanie (lub tworzenie) jakiegoś porządku świata, za którym człowiek powinien z pokorą podążać.

Nie wchodząc w dyskusję filozoficzną a skupiając się jedynie na bliższej mi rzeczywistości doświadczenia człowieka w jego zmaganiach z życiem chciałbym powiedzieć, że ludzkie doświadczenie sprawczości bądź jej braku migotliwie fluktuuje dając niepewne poczucie poruszania się po różnych punktach tego   continuum. Oczywiście każdy człowiek z różnych powodów bardziej lubi pewne rozwiązania niż inne, co jest określone przez jego tożsamość, która z kolei wynika z kultury, w której żyje, środowiska, w którym się wychował oraz jego historii osobistej. Jednak takie zmienne doświadczenia nie dają człowiekowi pomocnych wskazówek w jaki sposób ma odkrywać swoją potencjalność, co skazuje go na opinie różnych autorytetów zewnętrznych lub oczekiwanie własnego wglądu w istotę problemu. Jak w takim razie można wyjść poza ten zapętlony węzeł gordyjski gdzie sploty rozumu, który w każdej chwili może siebie samego podważyć, łączą się z nadzieją i zwątpieniem w pomysły różnych mądrych i mniej mądrych nauczycieli a całość jest zaciśnięta bezradnością i niewiarą w osiągnięcie oświecenia?

Psychologia procesu mówi, że rozwiązania należałoby szukać w doświadczeniu sfery „nie ja” jednostki. Obszar określony przez tożsamość osoby (dla każdej jest to obszar różny) zawiera to, „co jest” a nie to, co „ma być”. Z tego względu eksploracja doświadczeń, z którymi człowiek się NIE utożsamia, stwarza szansę na odkrywanie owej niezrealizowanej dotąd potencjalności. Jak to robić, to już osobna kwestia związana z konkretnymi metodami pracy terapeutycznej.

Oczywiście wprowadzanie sfery „nie ja” do swojego życia nieuchronnie musi postawić jednostkę w mniejszym lub większym konflikcie ze społeczeństwem, co prowadzi nas do starego i pozornie nierozwiązywalnego konfliktu natura – kultura. Możemy się tutaj zastanawiać czy człowiek jest, jak twierdził E. Aronson istotą społeczną czy też zwierzęciem umiarkowanie stadnym, przypominać sobie myśl Junga, że człowiek bez szkody dla swojego życia psychicznego może przyjąć jedynie umiarkowana dawkę kultury, bądź też pamiętać o przestrodze zawartej w sformułowaniu J. Campbella, że największą tragedią człowieka jest sytuacja, gdy wspinając się w życiu po szczeblach jakiejś drabiny zdaje sobie sprawę, stojąc już na samej górze, że stoi ona przy niewłaściwej ścianie.

Ale co do tego wszystkiego mają baśnie?

I znowu chciałbym odwołać się jedynie do ludzkiego doświadczenia z własnej praktyki psychoterapeutycznej, które zdaje się pokazywać, że ludzkie życie daje się podzielić na continuum doznań związanych ze zgodnością lub niezgodnością z jakimś wewnętrznym kierunkiem, który, gdy z nim współgramy, daje poczucie radości i spełnienia.

Można byłoby powiedzieć, że jest to podział ludzkich doświadczeń pod względem „energetycznym” – z pewnym uproszczeniem – im bliżej jesteśmy swojej „ścieżki serca”, swojej wewnętrznej drogi, tym bardziej energia i poczucie prawdziwego spełnienia wzrasta nawet jeżeli ta droga jawi się jako trudna.

Starożytni Grecy mówili, że są to wydarzenia i momenty, w których bogowie zostają zaproszeni do życia człowieka.

„Zapraszanie bogów niszczy stosunki z nimi ale daje początek historii. Życiem, w którym bogowie nie są zapraszani, nie warto żyć. Staje się spokojniejsze ale nie ma historii. Można więc pomyśleć, że to niebezpieczne zapraszanie jest za każdym razem uknute przez samych bogów, których nudzą ludzie niemający historii” – pisze Roberto Calasso.

Problemem współczesnych społeczeństw jest, jak sądzę, to, że wstępowanie bogów w życie człowieka uważają one w najlepszym wypadku za niechcianą utratę kontroli nad własnym życiem a w najgorszym za przejaw patologii.

I w tym momencie wkraczamy już w obszar mitów a więc również baśni (baśnie są trochę mniej od mitów „metafizyczne” i mają nieco bardziej „kulturowe” ubranka) oraz snów.

Mity pokazują bowiem ukryte i uniwersalne wzorce tego jak sięgać po doświadczenia sfery „nie ja”, jak przekraczać progi i granice dzielące nieznane od znanego, jak świadomie „zapraszać” do swojego życia bogów personifikujacych doznania swojej niezrealizowanej dotąd potencjalności a nie tylko być ich czczą igraszką oraz jak radzić sobie z konfliktami zewnętrznymi, które są tego nieuchronną konsekwencją.

Baśnie i mity różnych kultur ukazują te same ogólne wzorce ludzkiej zmiany i rozwoju związane z obejmowaniem i integrowaniem przez człowieka sfery jego „nie ja”, jego możliwego kierunku wzrostu psychicznego. Każda kultura tworzyła do tego celu specyficzne narzędzia i rytuały, starożytni Chińczycy obdarowali nas wszystkich I Cing’iem, Księgą Przemian, której wyrzucony heksagram nie tyle pokazywał rzeczy takimi, jakie są lecz raczej kierunek, w jakim rzeczy mogą się rozwijać.

Sny były od zawsze uważane za najlepszą metodę kontaktu z bogami (lub mówiąc językiem psychologii – z nieświadomością) – linkują one konkretnego człowieka nie tylko z ogólnym wzorcem zmiany psychicznej ukazywanym przez mity czy baśnie ale przede wszystkim nadają mu „indywidualny sznyt”, odnosząc ten wzorzec do konkretnej osoby i konkretnego momentu w jej życiu.

Są one jakby precyzyjnym dookreśleniem i wskazówką jak w danej chwili konkretna jednostka ma dostroić się do swojego wewnętrznego procesu, swojej drogi do integracji niezrealizowanych dotąd możliwości psychicznych.

W psychologii procesu ten indywidualny wzorzec ogólnego i momentalnego dostrajania się do zmiany psychicznej skierowanej w stronę realizacji ukrytego potencjału danej jednostki nazywamy mitem życiowym lub mitem osobistym. Realizując go człowiek pozostaje w zgodzie ze swoim wewnętrznym procesem, z tao, jak powiedzieliby taoiści, co daje poczucie mocy, sensu i poczucie podążania właściwą ścieżką.

Dlatego piszę o radości urzeczywistnionych baśni – ich odkrywanie i realizowanie poprzez własne życie jawi się jako droga rozwoju i integracji tego, kim dana jednostka „ma być”. W tym miejscu Jaspers linkuje się z Calasso a psychoterapia z kulturą.

Człowiek, który swoim życiem urzeczywistnia mity i baśnie, odkrywa i spełnia swój mit osobisty, nie zostawia śladów. Idzie drogą wyznaczoną przez wszystkich tych, którzy przed nim/nią, realizowali ten sam mit czy baśń, ale drogowskazy tej drogi są widoczne tylko dla niego, bo tak jak mity greckie mają wiele swoich „ogrodów o rozwidlających się ścieżkach”, tak jego/jej mit jest unikalną wariacją danego tematu.

 

Mam nadzieję, że tych kilka moich baśni zainspiruje Was na drodze do poszukiwania własnych mitów.

Punkt widzenia, wydarzenia i psychologiczne mechanizmy postaci, które prezentuję, opierają się w pewnej mierze na koncepcjach psychologii procesu, a ściślej rzecz biorąc na moim ich rozumieniu.