Tomasz Teodorczyk – Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego

//Tomasz Teodorczyk – Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego

Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego

Ten tekst jest drugą częścią artykułu pt: O tożsamości, jej przemianach i procesie terapeutycznym.
Próbowałem przyjrzeć się w nim temu podstawowemu pojęciu dla procesu psychoterapii. Pisałem tam między innymi:

„Zasadniczo myślimy o niej jako o rodzaju „filtra” na wejściu percepcyjnym, który rozdziela doświadczenia na zgodne lub niezgodne z tym, co uważamy za „ja”, siatkę kategorii strukturalizujących co jest dopuszczane do świadomości (przez co jednocześnie identyfikacja jednostki jest potwierdzana i wzmacniana) a co jest przez ten filtr odrzucane i w konsekwencji wypierane lub poddawane „obróbce” przez inne mechanizmy obronne. Tożsamość można sobie również wyobrażać jako zestaw pewnego rodzaju „magnesów” w ludzkiej psychice, które wybierają z ogromu dziejących się doznań tylko niektóre i przyciągają je do siebie. Myślę jednak, że te wyobrażenia nie oddają w pełni dynamiki tego, co się w takich sytuacjach wydarza. Dlatego też wolę myśleć o tożsamości jako o pewnym obszarze, w którym dzieją się rzeczy. Takie podejście odnajdujemy również w antropologii kulturowej. Amerykański antropolog Marshall Sahlins pisał: „[każde] Wydarzenie jest tym, co z niego rozumiemy. Tylko poprzez wpisanie go w pewien schemat kulturowy możemy mu nadać doniosłość historyczną”. „Wydarzenie jest relacją między zdarzeniami a strukturą (bądź strukturami), ujęciem zjawiska-w-sobie jako obdarzonej znaczeniem wartości, posiadającej historyczną doniosłość.” „Historię porządkuje kultura, w każdym społeczeństwie inaczej, stosownie do schematów nadających rzeczom sens.” (M. Sahlins Wyspy historii, cyt. za J. Lear Nadzieja radykalna str. 71-72).

Sądzę że dokładnie tak samo jest z ludzkim doświadczeniem tzn. z przeniesieniem zjawiska-w-sobie w przestrzeń wewnętrzną, jest ono strukturalizowane przez tę właśnie przestrzeń i jej kategorie.

Można sobie tę przestrzeń wyobrazić jako pewne pole, w którym umieszczone są określone punkty/magnesy (są to ważne elementy tożsamości: wartości, podstawy obrazu siebie, najważniejsze postawy itp.) o konkretnej sile przyciągania. Każde zdarzenie/zjawisko-w-sobie, które „wpada” w tę przestrzeń psychiczną ostatecznie lokuje się w niej jako doświadczenie w określonym miejscu w zależności od tego jak wszystkie „magnesy” na to wydarzenie reagują (w miejscu, które jest jak gdyby wypadkową sił w tym polu) lub, w skrajnym wypadku, z tej przestrzeni wypada (jednak za każdym razem, nawet w takie sytuacji pozostawia w tym obszarze pewien ślad, który w końcu staje się zaczynem zmiany). Ta przestrzeń podlega, rzecz jasna, pewnym transformacjom, w zależności od różnych okoliczności (głównie nowych doświadczeń, które osłabiają lub wzmacniają poszczególne „magnesy” lub dodają nowe) to samo wydarzenie może w różnym czasie „ulokować się” w innym miejscu tego pola niż poprzednio. Podobnie też zdarzenie/zjawisko-w-sobie, które w jakiejś przeszłości „wypadło”, „nie ulokowało się” w tym polu w innym momencie może w to pole wejść i jakoś w nim zaistnieć.

Są to małe lub większe dynamizmy w tej przestrzeni, tak naprawdę to ona cały czas „wibruje” – tylko w określonych granicach (jak współczesne wieżowce), które jednak trudno jest określić a priori. Kryzys oznacza sytuację, gdy ta wibracja przekracza dopuszczalny zakres rezonansu i grozi zawaleniem konstrukcji. Z tego miejsca oczywiście powstaje ważne pytanie czy traktujemy życie człowieka jako rejon dużych „aktywności sejsmicznych” i wtedy należałoby budować „lekkie konstrukcje” typu domki z trzciny, które łatwo przebudować, czy też upierać się przy dużych „betonowych” budowlach, których trwałość jest zwykle większa lecz zagrożenie, które niosą – również.”

Opisaną zmianę w podejściu do zagadnienia tożsamości ilustrują Ryc.1 i 2.

Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego 1
Ryc. 1
Podejście do tożsamości jako „filtra percepcyjnego”.
Źródło – opracowanie własne.

Warto zauważyć, że sfera tożsamości (JA) obejmuje zarówno elementy świadome jak i nieświadome, podobnie jak sfera NIE JA zawiera w sobie oba tego typu treści. Oznacza to, że to, z czym człowiek się identyfikuje nie musi być koniecznie świadome – np. nie muszę być świadomy jak moja tożsamość nauczyciela przejawia się w trakcie prowadzenia wykładu w moich zachowaniach. Podobnie to, z czym się NIE utożsamiam (moje NIE JA) nie musi być nieświadome – mogę być świadomy, że zachowuję się jak cham pomimo że identyfikuję się z kulturalnym człowiekiem. Podział ten urealnia klasyczne w psychologii rozróżnienie na treści świadome i nieświadome.

Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego 2
Ryc. 2
Podejście do tożsamości jako do przestrzeni, w której dzieją się rzeczy.
Źródło – opracowanie własne.

Na tym rysunku jedno zjawisko-w-sobie przelatuje jak efemeryda przez obszar tożsamości, podczas gdy inne staje się wydarzeniem i zaczyna „rozpychać”/zmieniać przestrzeń, w której „dzieją się rzeczy” poprzez ulokowanie się wewnątrz niej.

Powstaje pytanie jak ten model może mieć zastosowanie i być pomocny do pracy z parami. Zagadnienie tożsamości relacji jest kwestią niezwykle skomplikowaną, jednak jej podstawowym elementem wydaje się być wspólna część przestrzeni, w której dzieją się rzeczy dla każdej z osób uczestniczących w relacji. Możemy o tym myśleć jako o „my” relacji, tym wszystkim z czym para się identyfikuje, o czym mówi w ten sposób. Taka część może być większa lub mniejsza, jej wielkość zmienia się też podczas trwania relacji. Zwykle uważa się, że im większe jest „my” relacji, tym dla niej lepiej, jednak jak się przekonamy nie jest to to końca prawdziwe. To, jak duża jest „cześć wspólna” tej przestrzeni oraz, może nawet w większym stopniu, jaka jest proporcja części „ja” do „my” ma duże znaczenie i zajmiemy się tym we dalszej części tekstu.

Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego 3
Ryc. 3
Różne modele „części wspólnej” relacji.
Źródło – opracowanie własne.

Spróbujmy teraz przeanalizować, co dzieje się w momencie, gdy przez te 3 przestrzenie przechodzi jakieś „zjawisko-w-sobie”.

Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego 4
Ryc. 4
Przejście zjawiska-w-sobie przez 3 przestrzenie tożsamości obecne w relacji.
Źródło – opracowanie własne.

Przede wszystkim warto podkreślić, że to samo zjawisko przechodząc te 3 przestrzenie może stać się innym „wydarzeniem” w każdej z nich. Zależy to od struktury elementów tworzących tożsamość osoby i sprawia, że każde zjawisko-w-sobie może przechodzić jedynie jako „meteor” przez przestrzeń, w której „dzieją się rzeczy” dla danej osoby lub też lokuje się w określonym miejscu tworząc nową konfigurację tej przestrzeni.

Na tej rycinie przedstawiona jest sytuacja, w której zjawisko-w-sobie staje się wydarzeniem tylko dla jednej z osób, jednak również taka sytuacja ma znaczenie dla całości relacji gdyż wszystkie 3 przestrzenie są ze sobą istotowo połączone. Zmiana indywidualnej przestrzeni, w której dzieją się rzeczy zmienia system odniesień i percepcji danej osoby, może to wpływać korzystnie na rozwój relacji albo też tworzyć nieporozumienia i konflikty.

Rozważmy prosty przykład – w parze heteroseksualnej rodzi się dziecko. To zjawisko-w-sobie zwykle staje się innym wydarzeniem w różnych przestrzeniach obecnych w danej relacji. Załóżmy że staje się dużo ważniejszym wydarzeniem w świecie tożsamości kobiety, co zmieni istotnie jej przestrzeń identyfikacji, jednak znacząca zmiana tego obszaru wpłynie zarówno na przestrzeń wspólną tożsamości relacji jak i na przestrzeń tożsamości mężczyzny (np. z racji na zmianę zachowań kobiety wobec niego oraz jego reakcji na tę zmianę).

Na rycinie mamy również zaznaczone dwie ramy, które w jakiś sposób zapewniają trwałość funkcjonowania relacji – zewnętrzną i wewnętrzną.
Te ramy to jakby „kontenery” relacji, które są w stanie czasowo zneutralizować „chwianie się” budynku tożsamości relacji.

Podaję niektóre możliwe ramy:

  • „chemia” początkowej fazy erotyki
  • „zewnętrzne” elementy relacji (dzieci, dom, rodzina, budowanie wspólnej firmy, choroba itp.)
  • wspólny wróg
  • przekonanie o różnego typu „przeznaczeniu”, „mistycznym lub karmicznym” związku dusz
  • przekonanie/poczucie, że przy tej osobie się rozwijam, ze mnie coś niesie w tej relacji nawet gdy jest trudno
  • przejście wspólnych trudnych doświadczeń
  • wspólna historia, wspomnienia, sentymentalizm
  • wspólne progi
  • mit życiowy i relacyjny

Zasadniczo każda z w/w ram (jedynie z wyjątkiem mitu życiowego i relacyjnego) może stać się zarówno ramą zewnętrzną jak i wewnętrzną, w zależności od struktury psychicznej obu zaangażowanych w relację osób.

Rama zewnętrzna oznacza pewien system odniesień, który podtrzymuje relację jednak bardziej na poziomie społecznym, poprzez zgodność jej funkcjonowania z określonymi normami społecznymi. Jest to niezwykle ważne, jednak na dłuższą metę zwykle niewystarczające zwłaszcza w sytuacji gdy partnerzy relacyjni przechodzą proces znaczącej indywidualizacji. Rama wewnętrzna natomiast opiera się na bardziej autonomicznym systemie odniesień funkcjonowania danej relacji. Dlatego też wyżej wymienione elementy „kontenerujące” daną relację mogą być zewnętrzne lub wewnętrzne w zależności od tego czy są bardziej powierzchowne czy też głębiej zakorzenione w autonomicznym systemie odniesień osoby. Mit życiowy i mit relacyjny jako że stanowią ukrytą i zwykle nieświadomą strukturę rządzącą życiem człowieka i relacją obojga partnerów reprezentują najbardziej wewnętrzną ramę relacji.

Mając to wszystko na uwadze możemy przejść teraz do zagadnienia ukrytych wzorców strukturalizujących ludzkie życie oraz przebieg relacji .
Trudno jest w pełni wyjaśnić czym w istocie jest mit życiowy (patrz moja wypowiedź dla Magazynu SENS spisana przez Olę Nowakowską pt.: Mit życiowy), na jeszcze większe trudności napotykamy próbując opisać czy zrozumieć mit relacyjny.

Kłopot polega, jak sądzę, na tym, że zagadnienie to dotyka kwestii, która istnieje w dużej mierze na poziomie śnienia, a więc jej doświadczenie funkcjonuje zasadniczo poza słowami. Trudno też jest znaleźć wygodną metaforę objaśniającą to zjawisko. Spróbujmy jednak znaleźć jakieś przybliżenie dla tego zjawiska i zacznijmy od metafory mitu życiowego (Ryc. 5).

Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego 5
Ryc. 5
Metafora mitu życiowego.
Źródło – opracowanie własne.

Wyobraźcie sobie, że w przedstawionym kwadracie ukryty jest pewien rysunek, którego elementami są kawałki linii oznaczone kolejnymi liczbami. Ten rysunek to metafora obrazu mitu życiowego konkretnej osoby a kolejne kawałki linii są znaczącymi wydarzeniami w jej życiu przełożonymi na poczuciowo/wyobrażeniową symbolikę tego mitu. Człowiek w trakcie swojego życia, zasadniczo w reakcji na bardzo istotne zjawiska-w-sobie, które stają się znaczącymi wydarzeniami w jego przestrzeni, w której dzieją się dla niego rzeczy, niejako „wrysowuje” kolejne elementy, kawałki linii w ten kwadrat. Gdy tych kawałków linii jest wystarczająco dużo, wie/ma poczucie, jaki jest cały obrazek. Powstaje oczywiście pytanie czy w ciągu jednego życia jesteśmy w stanie mieć na tyle dużo „wrysowanych” kawałków, żeby rzeczywiście „zobaczyć” prawdziwy obraz a nie tylko swoją projekcję. Spróbuję odpowiedzieć na to
pytanie przy innej okazji.
A teraz popatrzcie na Ryc. 6.

Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego 6
Ryc. 6
Metafora mitu relacyjnego.
Źródło – opracowanie własne.

Na tej rycinie widzicie 3 prostokąty różnej wielkości, które odpowiadają kolejno obrazkowi reprezentującemu mit życiowy jednej i drugiej osoby oraz cześć wspólną tych obrazków reprezentującą mit relacyjny tej pary.

Kawałki linii określają znane już w danym momencie elementy obrazka.
Warto przy tym podkreślić, o czym mówiłem wcześniej, że zjawisko-w-sobie, które przechodzi przez te 3 przestrzenie może stać się znaczącym wydarzeniem np. tylko w jednej przestrzeni. Podobnie tempo odkrywania swojego mity życiowego przez każda z osób może być różne, co sprawia, że liczba elementów w każdym prostokącie może być różna.

Ta metafora pokazuje współzależność odkrywania mitów życiowych obu osób i mitu relacyjnego pary – mit relacyjny może być odkryty jedynie wspólnie i to przy znaczącej świadomości/odczuciu mitów życiowych obu stron. Ale też istnieje zależność odwrotna – odkrywanie mitu relacyjnego może stać się niezwykle ważnym, a czasem niezbędnym elementem odkrywania własnego mitu życiowego.

Dlatego też, jak mówiłem wcześniej, tak ważna jest proporcja „części ja” obu stron i „części my” relacji. Ilustruje to Ryc. 7 A i B.

Tożsamość relacji i zagadnienie mitu relacyjnego 7
Ryc. 7A i 7B
Trudności w odkrywaniu mitu relacyjnego w zależności od proporcji obszarów „ja” i „my” w danej relacji.
Źródło – opracowanie własne.

W pierwszym przypadku, gdzie sfera „my” jest bardzo niewielka, trudność polega na tym, że nawet odkrywszy znaczące elementy obrazka reprezentującego mit życiowy, obrazek mitu relacyjnego może pozostać niewidoczny.

W drugiej sytuacji, gdzie sfera „my” jest bardzo duża, może istnieć z kolei niebezpieczeństwo pomylenia mitu osobistego z relacyjnym, szczególnie w momencie gdy istnieje znacząca nierówność w odkrywaniu mitu osobistego przez jednego z partnerów.

Na koniec chciałbym wprowadzić kilka praktycznych uwag dotyczących pracy terapeutycznej z tymi ukrytymi strukturami, gdyż zarówno odkrywanie mitu życiowy jak i relacyjnego stanowi nie lada wyzwanie dla wszystkich stron zajmujących się tym tematem. (W przygotowaniu tekst o praktycznej pracy z relacjami i mitem relacyjnym).

Przede wszystkim myślę, że pośpiech jest tu najgorszym doradcą, jak powiedziałem, czasem jedno życie może nie wystarczyć, żeby zobaczyć cały obrazek a niecierpliwość sprawia jedynie, że projektujemy jedynie coś na niejasną i niedopełnioną przestrzeń. Stąd raczej sugerowałbym spokojne czekanie na samoistne pojawianie się kolejnych „elementów linii”.

Zwykle punktem wyjścia do badania mitu relacyjnego jest istotny sen lub znaczące, nientencjonalne wydarzenie z początku relacji, co do którego obie osoby w relacji mają poczucie ważności oraz silną reakcję emocjonalną. Jednak zwykle taki sen lub zdarzenie jest jak bardzo mały kawałek płytki holograficznej – widać tam zapewne cały wzór ale jest on tak niewyraźny, że stanowić może jedynie podstawę do dalszej pracy. Należy mieć znacznie więcej materiału z życia relacji aby prześledzić wariantowe pojawianie się w niej tych samych motywów, wzorców i postaci oraz zestawić to wszystko z mitami życiowymi obu osób.

Praktycznie oznacza to bardziej otwarcie się przez wszystkich zainteresowanych na warstwę obrazów znanych z mitów i baśni, żeby „wyświetlały się” w psychice w reakcji na różne zdarzenia relacyjne niż próba znalezienia konkretnej nazwy czy motywu. Jest to bardziej otwarcie się na doświadczenie numinosum niż odnalezienie figury czy formy. Dlatego też warto zwracać uwagę na wszelkie nieintencjonalnie dziejące się zdarzenia w relacji, włącznie z mglistymi, niejasnymi i zwykle marginalizowanymi historiami.

Mam pełną świadomość, że przy tak znacznym poziomie „niedookreślenia” poruszanego tutaj tematu, jednym z podstawowych wątpliwości co do istnienia w ogóle czegoś takiego jak mit życiowy czy relacyjny, będzie zarzut, że są one jedynie formą projekcji lub mistyczną próbą odnalezienia związków pomiędzy zdarzeniami, które nie są ze sobą powiązane.
Mam nadzieję, że stanie się to przedmiotem dalszych badań i rozważań, jednak mam wrażenie, że sprawa ta w dużej mierze dotyczy kwestii nieprzystawalności pewnych metod badawczych w odniesieniu do niektórych typów doświadczeń.

F. Pessoa ujął to w następującym zdaniu:
„Gdyby serce mogło myśleć, przestałoby bić.”

Warszawa, czerwiec 2015

2017-05-19T11:35:31+00:00 24 czerwca 2015|Categories: Artykuły|
Akademia Psychologii Zorientowanej na Proces jest jednym z głównych ośrodków psychologii procesu w Polsce. Została założona w 2003 roku przez Tomasza Teodorczyka i Agnieszkę Wróblewską, psychologów, dyplomowanych psychoterapeutów i nauczycieli pracy z procesem. Działa w następujących obszarach: psychoterapia, rozwój osobisty, szkolenia, psychologia dla biznesu, experience expeditions oraz działania społeczne.