Akademia Psychologii Zorientowanej na Proces jest jednym z głównych ośrodków psychologii procesu w Polsce. Została założona w 2003 roku przez Tomasza Teodorczyka i Agnieszkę Wróblewską, psychologów, dyplomowanych psychoterapeutów i nauczycieli pracy z procesem. Działa w następujących obszarach: psychoterapia, rozwój osobisty, szkolenia, psychologia dla biznesu, experience expeditions oraz działania społeczne.

Survival kit – jak przetrwać w psychoterapii

Home/O POP inaczej/Survival kit – jak przetrwać w psychoterapii

Tomasz Teodorczyk „Alexander” – Survival Kit czyli jak przetrwać w Psychoterapii Zorientowanej Na Proces

W tym odcinku Alexander opisuje specyfikę kontaktu z psychoterapeutami POP. Tłumaczy i radzi jak przetrwać, zwracając szczególną uwagę na to co robić, a czego nie robić w gabinecie „procesowca”.

METRYKA OBIEKTU:

ATRAKCYJNOŚĆ: DUŻA
ZDROWIE PSYCHICZNE TERAPEUTÓW: UMIARKOWANE LUB POZA KATEGORIĄ
NIEBEZPIECZEŃSTWO PSYCHICZNE: ZNACZNE
NIEBEZPIECZEŃSTWO FIZYCZNE: OGROMNE
GŁÓWNA CECHA UŁATWIAJĄCA PRZETRWANIE: ELASTYCZNOŚĆ
EFEKTY TERAPII: DZIWNE I NIEJEDNOZNACZNE
MOTTO DLA KLIENTA: KONTROLA PODSTAWĄ ZAUFANIA!

UWAGI OGÓLNE

W poprzednich odcinkach opisywałem niebezpieczeństwa czyhające na Ciebie w gabinetach terapeutów różnej orientacji. W większości wypadków szansa na przeżycie była stosunkowo duża z racji na sporą przewidywalność ich zachowań. Sprawa ma się jednak z gruntu inaczej, jeżeli szukasz pomocy u psychoterapeutów zorientowanych na proces – ci niestety są zupełnie nieprzewidywalni. W związku z tym Twoją główną umiejętnością przetrwania musi być elastyczność, zdolność do życia na ruchomym i ciągle zmieniającym się  gruncie. Z tego względu zdecydowanie odradzam tę terapię osobom, które tej zdolności nie posiadają.

Musisz się więc mieć na baczności już od samego początku, to znaczy nie tylko od chwili, kiedy wchodzisz do gabinetu czy dzwonisz, żeby zamówić wizytę ale już od momentu, gdy przyjdzie Ci do głowy myśl aby poddać się tej terapii. Przypomnij sobie wtedy różne śmieszne i straszne historie o terapeutach, które Ci kiedyś opowiadano. Miej w pamięci opowieści swoich znajomych i stany, w jakich byli w trakcie i po zakończeniu terapii. Zadaj sobie pytanie czy rzeczywiście jest Ci aż tak źle, że chcesz zaryzykować coś znacznie gorszego. Pomyśl też o wszystkim, co może Ci tę decyzję skutecznie obrzydzić:

  • wzmocnij swoją niechęć do zmian i robienia nowych rzeczy
  • zastanów się czy mimo obecności Polski w Unii Europejskiej chcesz ulegać amerykańskiej modzie
  • oblicz skrupulatnie ile pieniędzy wydasz przez 5 lat terapii i co mógłbyś/mogłabyś sobie za to kupić
  • pomyśl ile czasu stracisz na dojazdy, stanie w korkach i samą terapię
  • weź duży kredyt na możliwie najgorszych warunkach lub inne długoterminowe zobowiązanie
  • spróbuj odnaleźć w sobie wewnętrzną mądrą postać i poproś ją, aby Ci odradziła wejście w terapię

Jeżeli jednak nierozsądnie upierasz się, żeby rozpocząć spotkania w tej metodzie, to przynajmniej wybierz ośrodek, który wydaje się najmniej groźny i poświęć minimum pół roku na dogłębne przygotowanie się do tej terapii. Zastanów się też z kim będzie Ci łatwiej przeżyć: z kobietą czy mężczyzną i w jakim wieku. Zasięgnij wszelkich możliwych informacji o swoim przyszłym terapeucie/terapeutce i o jego jej słabych (żeby wiedzieć w co uderzyć) i silnych (żeby wiedzieć czego unikać) stronach. Wreszcie starannie przeczytaj ten Poradnik.

Wybierając się na pierwszą wizytę w żadnym wypadku nie zakładaj jakichś dobrych ciuchów (kobiety absolutnie żadnych spódnic!), bo nigdy nie wiadomo na czym będziesz siedział i jaki będzie stan pomieszczenia terapeutycznego. Możesz być zszokowany wyglądem gabinetu (choć jest i tak lepiej niż było kiedyś!) – porozbijane i poplamione ściany tudzież wykładzina, uszkodzone meble (jeżeli w ogóle są), koce, poduszki i różne dziwne przedmioty o niewiadomym przeznaczeniu. Praktyczna uwaga – wolno się pytać o wszystko i zasadniczo odpowiedzi będą wprost i klarowne. Możesz dowiedzieć się, że ślady na ścianach to efekt pracy poprzedniego klienta (to te okropne ryki, które słyszałeś będąc w poczekalni) a gorset na szyi i podbite oko terapeuty to wynik sesji z pewna miłą 60-ciolatką, która pracowała nad uwolnieniem i rozwinięciem energii swojej postaci ze snu (skądinąd goryla). Dobrze jest też wybierając się na wizytę nie pić za wiele, bo zapewne zostanie Ci zaproponowana herbata, na którą zgodzisz się na początku ze względów grzecznościowych. Siedzi się naprzeciwko siebie, pozycje dowolne. Jeżeli masz jakieś oczekiwania lub wyobrażenia dotyczące tego, jak powinien wyglądać czy zachowywać się terapeuta – zapomnij o tym. Ubrani są różnie ale raczej w stronę niedbałości (niektórzy wręcz skandalicznie – dziury w spodniach!!!). Siedzą i zachowują się raczej tak, jak im się chce. W ogóle stopień swobody jest w gabinecie bardzo duży, często od razu przechodzi się na „ty”. Warto jest natomiast wziąć ze sobą chusteczki higieniczne, co w razie potrzeby uchroni Cię od konieczności korzystania z ohydnego szarego (niby ekologicznego) papieru toaletowego, który zwykle w takich wypadkach proponują.

Pieniądze za sesję uiszczasz po zakończeniu spotkania, opłata mieści się w dolnych stanach strefy średniej. Czasami można negocjować obniżenie ceny (ale musisz mieć naprawdę ważne powody), zasadniczo też możliwe jest odroczenie płatności na 3-4 tygodnie, jeżeli jesteś w stałym kontakcie. Wygląda to trochę tak, ze albo maja kłopoty z ostrym postawieniem warunków finansowych albo im na tym nie zależy. Oba rozwiązania są zresztą dla Ciebie korzystne.

PRZEBIEG TERAPII

Najbardziej niebezpiecznym przekonaniem terapeutów pracujących z procesem jest ich pogląd, że wszystko, co się dzieje (w tym niestety również w trakcie sesji), jest istotne. W związku z tym nie tylko każda rzecz, którą zrobisz czy powiesz, nie tylko każda rzecz, której nie zrobisz lub nie powiesz, ale też wszystko, co wydarzy się w trakcie spotkania bez Twojego udziału, może być wykorzystane przeciwko Tobie. Brzmi to dosyć beznadziejnie ale można temu trochę przeciwdziałać przy zachowaniu dużej uważności (dobrze skończyć kurs mindfulness przed rozpoczęciem terapii) a także korzystając z elementów kontrataku (patrz: Jak doprowadzić terapeutę do obłędu? oraz Jak przypodobać się terapeucie?).

Przede wszystkim nie próbuj czytać żadnych książek na temat samej terapii. Nie chodzi nawet o to, że nikt nie jest w stanie tego zrozumieć czy też, że język jest dziwaczny i nie do pojęcia. Ani nawet o to, że możesz się przestraszyć. Rzecz w tym, że ta lektura praktycznie nie da Ci żadnej informacji na temat tego, jak będą wyglądały Twoje sesje, a więc z punktu widzenia przetrwania są całkowicie bezużyteczne. Możesz natomiast poczytać trochę o mitologii i jakiś podręcznik medycyny i  psychiatrii ogólnej, to w jakimś momencie na pewno się przyda. PAMIĘTAJ: najważniejsze są Twoje sny i symptomy fizyczne, po prostu musisz je mieć. Od biedy wystarczają jeszcze czasem jakieś niezłe kłopoty relacyjne albo spektakularne wydarzenia zewnętrzne (wypadki i inne katastrofy), które oni nazywają synchronicznościami. Jeżeli i tego nie masz to naprawdę koniec, bo wtedy jesteś skazany na tzw. proces czyli to, co się w danej chwili dzieje a tego należy wystrzegać się w pierwszej kolejności. Z tego względu lepiej jest wypytać znajomego lekarza o jakieś niezbyt groźne choć odpowiednio dokuczliwe dolegliwości lub zapoznać się z podręcznikiem chorób wewnętrznych. Można też, jeżeli jesteś zupełnie nieprzygotowany, spróbować sformułowań typu: „Coś dziwnego i nie do opisania dzieje się w moim ciele ale może spróbuje tego trochę podoświadczać w najbliższym czasie i zajmiemy się tym następnym razem”, co da Ci tydzień czasu na wykombinowanie sobie dobrego symptomu.

Sny z kolei można wymyślać zupełnie dowolnie i na bieżąco albo też korzystać ze snów znajomych lub opisanych w książkach psychologicznych (polecam prace Freuda i Junga, dodatkowo może być całkiem zabawne obserwowanie jak różnie można podchodzić do tego samego snu). Zasada jest taka, że im sen jest dłuższy i bardziej zawikłany tym lepiej dla Ciebie, bo urwiesz więcej czasu z sesji. Z czysto praktycznego punktu widzenia możesz przed spotkaniem zrobić kilka przysiadów i pompek, rozruszasz w ten sposób mięśnie, co pomoże Ci uniknąć kłopotliwych zakwasów, które na pewno pojawią się po pracy z ruchem bez przygotowania. A to, że będziesz pracował w ruchu jest prawie pewne. Przy bardziej gorliwych terapeutach (najgorsi są ci zaraz po zdobyciu uprawnień) może okazać się konieczne chodzenie na siłownię 3 razy w tygodniu.

Jeżeli przychodząc na terapię masz jakieś konkretne cele do osiągnięcia, to możesz od razu o nich zapomnieć. Oczywiście możesz nawet o nich powiedzieć i rzecz jasna zawsze zaczynacie od tego, co jest dla Ciebie problemem ale ani się spostrzeżesz a będziesz się zajmował czymś zupełnie innym. Możesz przyjść na przykład ze swoją trudnością podjęcia decyzji w sprawie zmiany pracy  a zakończysz sesję miotając się po gabinecie jak wariat lub leżąc spokojnie i doświadczając wizji oceanu. Dlatego też nie oczekuj, że dostaniesz jakąkolwiek zrozumiałą odpowiedź czy poradę na swój problem. Nie udało mi się niestety znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytanie dlaczego w takim razie będziesz chciał tam nadal przychodzić? A niestety tak się zazwyczaj dzieje. Niektóre osoby opowiadały mi, że jest jakiś dziwny urok w ich ciągłym stawianiu znaków zapytania przy najbardziej oczywistych kwestiach (oni to nazywają umysłem początkującego) ale nie rozpowszechniam tego poglądu, gdyż może on jedynie osłabić morale klientów i zmniejszyć ich wolę przetrwania w terapii. Z tego względu dobrze będzie, jeżeli nauczysz się sposobu myślenia i wyrażania się mniej więcej w tym stylu: „Mam całą masę kłopotów ale nie mają one większego znaczenia. Przejdźmy od razu do rzeczy!”.

Przygotuj się też na takie zachowania, które będą Ci się wydawać całkowicie absurdalne („Czy mógłby się pan stać tym kwaśnym mlekiem/karpiem/kaktusem z pańskiego snu?”, „Jak to by było, gdyby kichała pani całym ciałem?”, lub „Proszę zrobić tak, żebym poczuł się jak pana śledziona.”) Im większa jest Twoja tolerancja na mówienie i robienie tego, co początkowo wydaje się być kompletnym idiotyzmem, tym większa szansa na przeżycie.

DZIWNI TERAPEUCI

Stopień dziwności terapeutycznej jest znaczny, choć relacja z terapeutą jest zasadniczo w porządku. Bezpośredniość i szczerość kontaktu jest stosunkowo duża. Nie będziesz miał poczucia, że coś jest przed tobą ukrywane albo że terapeuta unika pewnych tematów. Czasem nawet wręcz przeciwnie możesz być zszokowany bezpośredniością podnoszonych kwestii lub mówieniem przez terapeutę o jego osobistych sprawach. Natomiast na początku bardzo dziwne wydają się pytania, które będą Ci stawiane. Czasem możesz mieć wręcz wrażenie, że rozmawiasz z osobą niedorozwiniętą lub niespełna rozumu. Pytania w rodzaju: „Skąd wiesz, że Cię boli głowa?”, „Co to znaczy, że jesteś kobietą?”, „Jak to jest kiedy jesteś w depresji?” czy „Co robisz kiedy to robisz?” są u nich na porządku dziennym i nie powinny Cię zaskoczyć. Podobnie jak: „Co się właściwie dzieje, kiedy tak ruszasz brwiami?”, „Dlaczego sądzisz, że chodzenie w spodniach jest dla mężczyzny czymś oczywistym?”, „Czy moglibyśmy skupić się na tym słowie ‚a kuku’, którego właśnie użyłaś?”, „Potraktuj mnie jak człowieka z Marsa i opowiedz mi jak oddychasz.” Może Ci się to wydać dziwne ale oni są naprawdę trochę jak z Marsa i rzeczywiście nie rozumieją rzeczy zupełnie podstawowych na tym świecie. Będziesz miał trochę poczucie, że jeszcze raz odkrywasz dla nich Amerykę opowiadając im o świecie swoich myśli i doświadczeń. Czasem ich niewiedza czy też niemożność zrozumienia pewnych zupełnie oczywistych spraw może Cię zezłościć ale jeżeli się do tego przyzwyczaisz, to w pewnym momencie może Ci się to nawet wydać w jakiś sposób interesujące. Wkurzająca jest też ich uważność i delikatność a także zwracanie uwagi na kwestie genderowe. Ale nie daj się temu zwieść – mogą bardzo szybko zmienić zachowania na ostre i niepoprawne politycznie (nazywają to wchodzeniem w role). I nie próbuj odwoływać się do ich poczucia zdrowego rozsądku, bo oni go po prostu nie mają. Z czasem możesz nawet dostrzec pewną wartość w zadawaniu pytań o rzeczy najbardziej oczywiste i podchodzeniu do świata trochę jak dziecko ale będzie to sygnał bardzo niepokojący (patrz: Efekty terapii i co dalej?). Poza tym ze wszystkiego się cieszą („Super!” w co drugim zdaniu), nawet gdy właśnie rozbiłeś samochód lub cię okradli. Cytują tego ich Mindella, który gdzieś podobno napisał: „Jeżeli masz symptom, cóż za radość, bo będziesz mógł nad tym popracować!”

Ponieważ relacja jest zasadniczo szczera i bezpośrednia, to jeżeli coś Cię wkurza u terapeuty, możesz to właściwie w miarę bezpiecznie ujawnić. Być może nawet się zdziwisz, że zamiast usłyszeć standardowo, że jest to Twoja projekcja, przeniesienie itp. terapeuta podziękuje Ci i poprosi o więcej. Mogą Ci wtedy opaść ręce, bo cóż w takim razie Ci pozostaje? Ale nie ciesz się przedwcześnie, bo jest to tylko wstęp do tzw. pracy nad relacją, która jest jeszcze bardziej podstępna niż zwyczajowe metody radzenia sobie z niesfornymi klientami w innych terapiach. Pocieszające jest, że czasami terapeuta po prostu też się na Ciebie zwyczajnie wkurzy i wejdzie z Tobą w normalny konflikt. I tu nie musisz się specjalnie przejmować – nie są szczególnie groźni.

NIEBEZPIECZEŃSTWA I JAK ICH UNIKAĆ

Gdyby to tylko byłoby możliwe, radziłbym, żebyś nic nie robił, nie mówił, nie ruszał się i nie oddychał. Ale niestety to nie jest możliwie (nawet gdybyś był katatonikiem to wg. nich i tak komunikujesz), uważaj więc po prostu na to, co robisz i mówisz, szczególnie na takie sformułowania, które mogą być rozumiane dosłownie. Jeżeli wymknie Ci się: „Chciałbym wywrócić świat do góry nogami”, to uważaj bo może Ci zostać zaproponowane abyś stanął na rękach i popatrzył na świat z takiej perspektywy. Albo nieopatrzna wypowiedź typu: „Zrobiło mi się tak słabo, że nieomal upadłam” może sprowokować interwencję w rodzaju: Świetnie, niech Pani w takim razie spróbuje upaść tutaj!”  Nie słyszałem o reakcjach terapeutów na wszystkie tego typu sformułowania ale w tym kontekście nie ryzykowałbym stwierdzeń w rodzaju: „Chyba upadłem na głowę”, „Moje serce zaczyna wariować” czy „Można by się zachlastać”.

Podobnie ma się sprawa z wszelkiego typu ruchami. Musisz nad nimi bezwzględnie i całkowicie panować, inaczej ryzykujesz, że delikatne podrapanie się w głowę może w konsekwencji rozwinięcia tego ruchu spowodować wyrwanie sobie paru garści Twoich bezcennych włosów a niebaczne poklepanie się po nodze może dać w efekcie kłopotliwą serie siniaków, które odkryjesz następnego dnia. Oni nazywają to amplifikacją. Sprawa jest jednak czasami zupełnie beznadziejna. No bo, jeżeli na przykład wiedząc to wszystko zechcesz zabezpieczyć się przed ewentualnym zwróceniem uwagi terapeuty na jakieś swoje mimowolne ruchy, które się w końcu każdemu przydarzają, i siedzisz jak słup soli, to niestety nie uchroni Cię to przed reakcją w rodzaju: „Cóż za interesujący sposób w jaki się Pani nie rusza. Czy mogłaby Pani nie ruszać się w ten sposób jeszcze bardziej?!!!” – no i jesteś ugotowana.

Te same zalecenia dotyczą oczywiście wszystkich innych sposobów Twojego istnienia w gabinecie np. głosu. Staraj się go nie podnosić nawet jeżeli mówisz o czymś, co się potwornie złości, bo wzmocnienie (amplifikacja) nieuchronnie prowadzi do nadwerężenia strun głosowych (ważne szczególnie dla nauczycieli i osób, które mają jakieś publiczne wystąpienie następnego dnia) . Dotyczy to również wszelkich chrząknięć, zająknięć i specyficznych sposobów mówienia np. przez nos – wszystko to jest bardzo niebezpieczne do tego stopnia, że czasem warto przed rozpoczęciem terapii wziąć kilka sesji u logopedy. Stosunkowo najbezpieczniejsze są długie pauzy w mówieniu – umiejętne wzmocnienie może spowodować, że przemilczysz pół sesji a to już duży sukces. Ale niestety wszystko to nie zagwarantuje Ci tego, że przetrwasz. Nawet jeżeli starasz się bardzo uważnie dobierać słowa do swoich wypowiedzi, żeby wyeliminować wszelkie lapsusy, podwójności, niejednoznaczności oraz wszystko inne, do czego można by się przyczepić, to mimo wszystko możesz usłyszeć: „Ma Pan bardzo interesujący sposób mówienia. Jest on taki …” a kiedy nieopatrznie dopowiesz ” … wolny i ostrożny”, to reakcja będzie: „No właśnie, taaaak, a co by było gdyby spróbował Pan mówić szybko i nieostrożnie.” Oznacza to po prostu, że nie możesz pozwolić sobie nawet na momentalne osłabienie Twojej czujności rewolucyjnej, bo skutki będą opłakane.

Jeżeli uda Ci się spokojnie przesiedzieć całą sesję, nie dasz się złapać i wyjdziesz bez specjalnych uszkodzeń fizycznych, to możesz uważać się za szczęściarza. Z tego względu rozsądnie jest zapisywać się w miarę możliwości jako ostatnia osoba danego dnia, bo w końcu – choć ich możliwości fizyczne są bardzo duże – to jednak większość impetu terapeutycznego pójdzie na klientów przed Tobą. Czasami ważne może okazać się zebranie bardziej szczegółowego wywiadu na temat Twojego terapeuty i jego godzin najniższej dyspozycji fizycznej i intelektualnej. (Ze względu na niespotykanie groźne zainteresowanie różnymi formami psychoterapii w Polsce nasze wydawnictwo przygotowuje książkę o tym jak przetrwać u 100 najbardziej znanych terapeutów, gdzie znajdziecie wszystkie informacje o ich najsłabszych stronach. Przyp.red.)

UWAGA: PRACE DOMOWE! Od czasu do czasu może się zdarzyć, że gdy niebacznie na końcu sesji wyrwie Ci się, że czegoś nie zrozumiałeś albo w pełni nie doświadczyłeś, zostaniesz za swój brak uważności ukarany zarekomendowaniem Ci pracy domowej w postaci jakiejś formy zaabsorbowania Twojego czasu czymś innym niż normalnym życiem. Przede wszystkim pamiętaj, że tutaj też obowiązuje ogólna w psychoterapii zasada przeżycia, że nawet jeżeli niczego nie rozumiesz, stwarzaj wrażenie, że sesja była domkniętą całością i że wiele z niej wyniosłeś (nie przesadzaj z zachwytem i wglądami – zbyt częste stają się podejrzane!). Ale nawet jeżeli dostaniesz pracę domową, nie przejmuj się, Twój terapeuta na pewno o niej zapomni. Jeżeli nie, to stara metoda: „Będę na to uważny w następnym tygodniu” jest zawsze skuteczna. Jeżeli wysypiesz się, co niestety jest nie do uniknięcia, że masz jakieś trudności w relacji z żoną, ojcem itp., to może Ci zostać zaproponowane zaproszenie tej osoby na wspólną sesję. Pamiętaj, że tutaj tez obowiązuje ogólna w psychoterapii zasada: Bądź odpowiedzialnym klientem i chroń swoją rodzinę! I akurat w terapii zorientowanej na proces jest to łatwiejsze niż gdzie indziej, nie będziesz więc musiał wymyślać choroby ojca czy długoterminowego przeniesienia żony do Pernambuco, zazwyczaj wystarczy jak powiesz, że po prostu nie chce. Pamiętaj, że jeżeli coś ma się stać – weź to tylko na siebie!

JAK DOPROWADZIĆ TERAPEUTĘ ZORIENTOWANEGO NA PROCES DO OBŁĘDU?

W sytuacji walki o przetrwanie ważne jest, abyś umiał nie tylko zabezpieczyć się przed niespodziankami ale też byś w momentach, które tego wymagają, umiał przejść do skutecznego kontrataku. Oczywiście właściwa ocena, kiedy należy się nadal zabezpieczać a kiedy kontratakować, jest bardzo trudna i wielu klientów niestety poległo dokonawszy niewłaściwego wyboru. Z tego względu szczegółowo omówimy to w osobnym rozdziale ale przyjmijmy na razie, że są takie chwile w życiu klienta, że trzeba umieć przestawić się na inny niż normalnie rodzaj działania. W wypadku terapeutów zorientowanych na proces sprawa jest dosyć trudna ze względu na stosunkowo duży zakres ich tolerancji ale przecież czy istnieje terapeuta, który mógłby się oprzeć zdeterminowanemu, dobrze przygotowanemu i uzbrojonemu w różne narzędzia klientowi? Spróbuj następujących metod wraz z ich rozmaitymi odmianami.

  1. Bądź całkowicie i zawsze zorientowany na stan. W miarę możliwości używaj wyłącznie rzeczowników. Podkreślaj uporczywy brak zmienności, przychodź zawsze tak samo ubrany, mów w ten sam sposób i tymi samymi słowami. Do terapeuty zwracaj się: ” Świetnie, że stale postępuje Pan tak samo.”, „Lubię Panią za Pani niezmienność.”, „Jak to dobrze, że nasze sesje przebiegają zawsze w identyczny sposób.” itp.
  2. Miej opanowany jeden tekst/problem i bez przerwy do niego wracaj. Na przykład bez względu na to, o czym w danej chwili rozmawiacie i jak wiele w danej kwestii zrobiliście, mów co kilka minut: ” O! Znowu miałem przed chwilą ten sam co zwykle ból w klatce piersiowej” albo ” To mi przypomina o moim problemie z matką, do którego zawsze wracamy ale nie udaje się nam go rozwiązać” lub „Właściwie to nadal nie wiem, choć tyle razy już pytałam, jakie jest Pana zdanie w sprawie tej operacji plastycznej, której chciałabym się poddać?”
  3. Opanuj słownictwo psychologii zorientowanej na proces i konsekwentnie używaj go całkowicie bez sensu i związku, dokładnie jak Ci przyjdzie do głowy. Obserwuj na co Twój terapeuta reaguje najgorzej (pozytywny feedback) i stosuj to ze zwielokrotnioną częstotliwością. Przekręcaj również nazwiska zagranicznych terapeutów zorientowanych na proces (szczególnie tych najbardziej znanych i lubianych przez Twojego terapeutę). Nie sądzę, żeby Twój terapeuta wytrzymał to wszystko dłużej niż kilka sesji.
  4. Ponieważ zgodnie z ich koncepcją nie możesz nie reagować (nawet jeżeli czegoś nie ma to i tak jest), zaprogramuj swoje reakcje w sposób całkowicie przypadkowy (konieczne może okazać się szczegółowe przestudiowanie kilku podręczników rachunku prawdopodobieństwa). Oznacza to, że na tę samą osobę, rzecz, stwierdzenie itp. dawaj całkowicie przypadkowe i sprzeczne reakcje. I postępuj tak wielokrotnie w trakcie tej samej sesji. Jeżeli terapeuta będzie mówił, że tego nie rozumie, odpowiadaj, że Ty też nie.

Jeżeli żadna z tych metod nie poskutkuje, pozostaje jeszcze jedna. Musisz pod jakimkolwiek pretekstem zacząć nagrywać swoje sesje na wideo. Dalej czeka Cię długa i trudna praca związana z wychwyceniem i analizą tych momentów, w których Twój terapeuta wymięka, po to, żeby opracować indywidualną metodę postępowania i obrony zorientowanej na proces Twojego terapeuty.  (Swoje uwagi prześlij do naszego banku danych – przyp. red.)

JAK PODLIZAĆ SIĘ TERAPEUCIE ZORIENTOWANEMU NA PROCES?

Właściwie wszystko, co zrobisz (z wyjątkiem tego, co napisałem w poprzednim podrozdziale), będzie mu/jej się podobało. W pewnym sensie są bardzo mało wymagający, jednak nie daj się zwieść – pewne rzeczy są lepsze niż inne wbrew temu, co oni twierdzą. Dlatego też w trakcie terapii:

  1. Niczego nie wymagaj, bądź szczęśliwy, że możesz odkrywać siebie. Pamiętaj jednak, żeby nie przesadzać. Dlatego zdanie wypowiedziane do terapeuty: „Cokolwiek zrobisz będzie dobrze” jest niewłaściwe. Właściwe zdanie brzmi tak: „Jakie to fascynujące móc tutaj odkrywać ciągle nowe aspekty siebie.”
  2. Bądź gotowy i ciekawy. (Zdanie niewłaściwe: „Może byśmy zrobili pracę z ruchem?” Zdanie właściwe: „Bardzo jestem ciekawa, co się kryje, za tym moim ruchem.”)
  3. Zachowaj otwartość wobec negatywnych zdarzeń w Twoim życiu. (Zdanie niewłaściwe: „Jakie to szczęście, że mi okradli mieszkanie.” Zdanie właściwe: „Bardzo bym chciał się dowiedzieć, co to zdarzenie dla mnie znaczy.”)
  4. Podkreślaj związki między znaczeniem snów, symptomów cielesnych, trudności w Twoich relacjach itp. (Zdanie właściwe: „Mam coraz większe poczucie, że wszystko jest jakoś ze sobą połączone”.)
  5. Zwracaj uwagę na ciągłą zmienność rzeczy.
  6. Dowiedz się o aktualnych tendencjach w pracy z procesem np. teoria pola, doświadczenie sentient, praca z Ziemią, umysł procesowy –  i używaj tego ale nie wprost (np. „Czasem mam takie mgliste odczucie, gdzie wszystko wydaje się być jednością.”, „Nasza praca przypomina mi pewne miejsce na Mazurach, gdzie kiedyś byłem.”)
  7. Wnoś elementy kultury i mitologii ale tak, żeby mieli poczucie własnej kompetencji („Ta postać z mojego snu jest podobna do tego słynnego boga greckiego, co miotał piorunami, zaraz, zaraz, jak on się nazywał, Pan na pewno pamięta.”)
  8. W zaawansowanym stadium terapii proś o wyjaśnienie różnych pojęć pracy z procesem, pytaj też o doświadczenia Twojego terapeuty w pracy z różnymi skomplikowanymi sytuacjami terapeutycznymi.

Sami widzicie, że to naprawdę nic trudnego. Jeżeli jednak decydujesz się na tę drogę a nie na doprowadzenie swojego terapeuty do obłędu, to stosuj powyższe metody z umiarem.

EFEKTY TERAPII – I CO DALEJ?

Jeżeli Twoja żona zaczyna napomykać o rozwodzie, sąsiedzi dziwnie się na Ciebie patrzą, miejscowi menele i przedszkolaki mówią Ci: „Cześć”, szef po raz kolejny złapał Cię na wagarach a koledzy z biura nie chcą już dłużej grać z Tobą w okręty, to być może jest to czas, żeby pomyśleć o zakończeniu terapii. Jest jeszcze szansa, że wszyscy odetchną o rzeczy wrócą do swoich normalnych kolein. Ważne jest, żeby wycofać się z terapii dopóki jeszcze wszystko w Twoim życiu nie wywróciło się do góry nogami. Niestety znam wiele wypadków, kiedy klienci zorientowali się o tym za późno.

Większość ankietowanych klientów terapii zorientowanej na proces stwierdziła, że o ile przed rozpoczęciem spotkań wiedziała cokolwiek na swój temat i na temat świata, to po zakończeniu terapii nie jest już tego pewna. Możesz więc przygotować się, że wyjdziesz w stanie, gdzie nie wiadomo, co jest czym, gdzie jest góra a gdzie dół, gdzie ludzie i rzeczy nie mają ostrych granic a świat jest pozbawiony punktów stałych. Z tego względu dobrze jest wcześniej zapisać się na jakiś kurs, gdzie bezpośrednio po zakończeniu terapii będziesz mógł przejść ponowną reedukację. Może to być jakieś szkolenie wojskowe, jeżeli jest prowadzone według starych, dobrych wzorów albo kurs ciesiołki. W ostateczności proponuję zapisanie się do jakiejś skrajnie lewicowej bądź prawicowej partii politycznej i aktywne uczestnictwo w jej pracach.

Jednak nie owa mglistość postterapeutyczna / zwana niekiedy syndromem stresu postterapeutycznego – patrz DSM 8 / jest największym niebezpieczeństwem, o wiele bardziej groźna może być Twoja chęć przyjrzenia się zjawisku terapii zorientowanej na proces od drugiej strony, od strony teorii i metody. Jeżeli poczujesz w sobie coś takiego, to sprawa zaczyna być poważna i może wymagać interwencji psychiatrycznej. Chodzi o to, że możesz poczuć w sobie chęć poczytania książek o terapii zorientowanej na proces, uczestniczenia w warsztatach z tej metody albo o zgrozo! potrzebę zapisania się na szkolenie w tym kierunku. Nie ma właściwie gwarantowanej metody, żeby się przed tym zabezpieczyć ale spróbuj tego, co następuje:

  1. Na kilka sesji przed końcem terapii zdobądź zdjęcie Arniego Mindella lub Amy Mindell (inni terapeuci raczej nie polecani), przynoś je ze sobą na każde spotkanie razem z kompletem książek i mów terapeucie o swojej głębokiej potrzebie dowiedzenia się czegoś więcej o tej metodzie oraz wglądu w istotę życia. Jest szansa, że w wyniku tego przepadniesz na rozmowie kwalifikacyjnej jako osoba o tendencjach psychotycznych.
  2. Opowiedz terapeucie swój sen, w którym bardzo chciałeś dalej chodzić na terapię i ewentualne szkolenia ale jakiś inny terapeuta (najlepiej znany zagraniczny, którego lubi Twój terapeuta o czym wiesz nieoficjalnie) kategorycznie twierdził, że to nie dla Ciebie. Albo też odwrotnie – terapeuta procesowy z innej szkoły warszawskiej zdecydowanie to popierał. Obudziłeś się tak oburzony, że postanowiłeś o tym opowiedzieć.
  3. Napisz i opublikuj albo przynajmniej z dumą daj do oceny swojemu terapeucie tekst o tym, czym jest praca z procesem. Tekst ma być oczywiście kompletnie bez sensu, co tylko może zwiększyć Twoją szanse na jego opublikowanie. Może to spowodować, że zaczniesz pisać teksty jako ekspert w dziedzinie psychologii w ogóle, co zmniejszy Twoje zainteresowanie pracą z procesem.
  4. Zawsze skuteczna jest intryga. Dowiedz się, którego z terapeutów pracy z procesem Twój terapeuta najmniej poważa a następnie powiedz mu, że tamten bardzo wspiera Twoje zainteresowanie pracą z procesem.

UWAGA: Nie skutkują tutaj tradycyjne metody typu obrażanie terapeuty, zakochanie się w nim ani też dokonanie serii niedużych szkód w ośrodku terapeutycznym. Jeżeli żadna z tych metod nie poskutkuje, to może oznaczać rzecz najgorszą a mianowicie, że zajmowanie się pracą z procesem jest w Twoim procesie i wtedy niestety nic się nie da zrobić, co oznacza, że masz przechlapane do końca życia. Mam jednak nadzieję, że Cię to nie spotka, czego życzy

Wasz Alexander

Powyższy tekst jest uaktualnionym fragmentem pracy dyplomowej autora z 2003 r. dotyczącej zjawiska śmiechu.

Niektóre, bardziej poważne teksty autora o pracy z procesem:
Teodorczyk, T. (2012). Psychologia zorientowana na proces – teoria i praktyka. Nauka Polska XXI (XLVI). Jej potrzeby, organizacja i rozwój. Rocznik Klasy im. J.Mianowskiego.
Teodorczyk, T. (2005). Persona non grata: O wykluczeniach wewnętrznych i zewnętrznych. W: M.Orłowska (red.), Skazani na wykluczenie. Warszawa: Wydawnictwo APS.
Teodorczyk, T. (2014). Metaumiejętności terapeutyczne. W: B.Szymkiewicz (red.), Psychologia procesu. Teoria i praktyka. Warszawa: ENETEIA Wydawnictwo Psychologii i Kultury.

2015-06-15T12:08:22+00:00 18 października 2012|Categories: O POP inaczej|Tags: , , |